środa, 14 października 2009

Tusk poradził sobie z kryzysem...

Tak jak przewidywałem, afera hazardowa tak szybko jak została rozpętana tak szybko odchodzi do lamusa. I bynajmniej nie jest to zasługa mediów, ani innych podmiotów zainteresowanych. Wszelkie dywagacje, spekulacje i całe to zamieszanie wokół sprawy uciął swoimi decyzjami Premier.

Kroki, które podjął były niezwykle radykalne. Na początek odsuniecie od obowiązków Zbigniewa Chlebowskiego i Mirosława Drzewieckiego, czyli tych najbardziej atakowanych i faktycznie skompromitowanych polityków. Jednak na tym wszystko nie mogło się zakończyć. Zbyt wile było niejasności, dziwnych układów i powiązań. Premier postanowił więc uciąć wszelkie okazje do ostrzału rządu, i odwołał wszystkich choćby w najmniejszym stopniu powiązanych ze sprawą, tak naprawdę nie zważając na charakter ich postępowań w całym przedsięwzięciu! Z wizerunkowego punktu widzenia, było to posunięcie trafne. Natomiast parząc z perspektywy interesu państwa, niekoniecznie. Szef rządu niesłusznie w mojej opinii odwołał wiceministra gospodarki Adama Szejnfelda, człowieka niezwykle rzeczowego i bardzo skutecznie działającego w sferze ułatwień prowadzenia biznesu. Zresztą natychmiast po tej decyzji podniosło się larum w środowiskach biznesowych, które praktycznie jednogłośnie twierdziły, że odsunięcie Pana Szejnfelda jest niekorzystne, ze względu na zatrzymanie wielu pozytywnych dla biznesu projektów które były przez niego realizowane! Jeśli chodzi o kolejne dymisje to wbrew pozorom nie są one aż tak szkodliwe, bo fachowcy którzy zastąpią Pana Schetynę, Czumę i Drzewieckiego są naprawdę niebywale kompetentni i chętni do działania, nie umniejszając tu oczywiście odwołanym ministrom. Po prostu przyda się trochę świeżej krwi w rządzie. Pan Kwiatkowski, Miller i Giersz, to ludzie co do których większych zastrzeżeń i wątpliwości nie ma. Fachowcy z doświadczeniem i pomysłami. Tak krótko można ich scharakteryzować. Miejmy nadzieje, że sprawdzą się na tych stanowiskach, i tego im oczywiście życzę!

Najbardziej kontrowersyjną decyzją premiera było odwołanie Mariusza Kamińskiego ze stanowiska szefa CBA. Bez wątpienia posunięcie nieuniknione, choć można dyskutować czy podjęte w odpowiednim czasie. Już poprzednio się nad tym zastanawiałem i raczej odradzałem wyrzucenie Kamińskiego w aktualnej aurze. Stworzyło by to złe wrażenie na opinii publicznej. Jednak muszę stwierdzić, że się myliłem. Pozostawienie go na stanowisku wiązało się z wyrzucaniem na światło dzienne kolejnych wydumanych afer. Namiastkę tego mieliśmy okazje zobaczyć w ostatni weekend, kiedy to Pan Mariusz Kamiński wyjawił informacje na temat "afery stoczniowej". Dlatego posunięcie premiera było jak najbardziej trafne. Teraz na czele CBA stanie, były już szef CBŚ, Pan Paweł Wojtunik. Bezpartyjny glina, który ma na swoim koncie już wile sukcesów min. rozwiązanie sprawy starachowickiej. W najbliższym czasie do jego obowiązków należeć powinno zupełne oczyszczenie CBA z jakiegokolwiek pierwiastka politycznego i wytyczenie nowych działań, by skutecznie walczyć z korupcja. Wierze, że mu się to uda, bo tak naprawdę nie da się być gorszym szefem niż Mariusz Kamiński!

Tak więc spokojnie można stwierdzić, że kryzys w rządzie opanowany. Teraz czas zająć się działaniem na rzecz kraju. Sprawa co prawda będzie jeszcze powracać przy okazji powołania nieszczęsnej komisji śledczej, ale już zdecydowanie nie w takim wymierzę. Prace komisji najpewniej ugrzęzną w martwym punkcie, i nic nowego się nie dowiemy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz